news concerts CD artists 21 questions jam session forum 'black market' shop links mail
 






© by fusion.pl, 2001

 

 

 

Pochodzący z Chicago, Paul Wertico (50) był w latach 1983-2001 członkiem PAT METHENY GROUP, jednego z najbardziej popularnych zespołów jazzowych i popowych ostatnich dwudziestu lat. Zwycięzca plebiscytów w fachowych magazynach Drum! i Modern Drummer Magazine przez wiele lat, równolegle z występami z PMG prowadził własne trio, nagrywał płyty solowe i współpracował z wieloma artystami jako muzyk studyjny. Czytelnikom amerykańskich magazynów dla perkusistów znany jest jako redaktor kolumn o charakterze edukacyjnym. Wpisał się także w historię polskiej muzyki występując i nagrywając z legendarną formacją SBB.

W Polsce pojawił się jako członek zespołu gitarzysty Larry'ego Coryell'a, z którym ostatnio współpracuje, a my skorzystaliśmy z okazji, by zadać mu kilka pytań.

- na początku sięgnijmy do dalekiej historii. Opowiedz nam jak to się stało, że znalazłeś się w grupie Pat'a Metheny'ego?

Oj... nie pamiętam... On zadzwonił do mnie, byśmy zrobili coś razem, to były późne lata 70., ale nie mogłem z nim wtedy pracować, ponieważ miałem inne zobowiązania, grałem wtedy z zespołem SIMON & BARD w Portland, w stanie Oregon. On usłyszał mnie wtedy i zadzwonił, dlatego dostałem tę pracę. To wszystko.

- jak myślisz, na ile współpraca z Pat'em Metheny'm zmieniła Twój styl gry, czy jako leader miał jakieś szczególne wymagania dotyczące Twojego sposobu gry, jakąś wizję do której musiałeś się dostosować?

Nie. Jego muzyka jest melodyczna, pełna tekstur brzmień syntezatorów i gitar. Zawsze grałem na talerzach flat rides i granie nimi było dla mnie całkiem naturalne. Myślę, że nauczyłem się wiele, np. gdy graliśmy dużo z sequencerem, to poprawiło mój warsztat. Zestaw utworów był podobny każdego wieczoru więc ważne było zachowanie dyscypliny, by grać to zawsze tak jak za pierwszym razem, nawet miało się świadomość, że gramy setki razy to samo. To było wielkie doświadczenie.

- czy nie nudziło cię trochę to, że podczas tour z Pat'em Metheny'm ciągle graliście utwory tak samo?

Ooo, wiesz.... Starałem się, by nie było to nudne. To jest różnica... mam na myśli ... (tu Paul zaśmiał się znacząco). Nuda to złe słowo, bo jest to muzyka tak trudna, że gdybyś był znudzony to fizycznie nie byłbyś w stanie jej zagrać. Więc musisz znaleźć coś w tej muzyce, by uczynić ją nienudną - ująłbym to w ten sposób. Z Larry'm Coryell'em po prostu gram, jest miejsce na granie sola i innych rzeczy cały czas. Granie muzyki Pata to jak granie muzyki symfonicznej lub z big bandem. Dużo ustalonych struktur i trochę improwizacji w kilku miejscach. To co czyniło ją niezwykłą to podejście muzyków - za każdym razem odkrywamy ją tego wieczoru kiedy gramy.

Lubię grać muzykę, nie miałem sola na perkusji grając z Patem, ale byłem tam po to, żeby grać jego muzykę.

- która z płyt nagranych z Pat'em ma dla ciebie szczególne znaczenie po latach? Które z nich lubisz najbardziej?

Myślę, że "Still Life (Talking)" to świetna płyta, "Letter From Home" jest dobra, "Imaginary Day" jest dobra.

- czy grając z różnymi artystami jesteś zaangażowany w proces powstawania, pisania muzyki jaką wykonujecie?

Tak, często. Mam własne trio PAUL WERTICO TRIO, dla którego głównie ja piszę muzykę, Larry Coryell także chce, bym pisał muzykę dla niego. Nagraliśmy razem płytę, która miała wyjść w kwietniu. Zapomniałem wziąć swoją muzykę, moje utwory zostały w domu i Larry powiedział w klubie - napisz coś. Więc siadłem do fortepianu i napisałem kilka kompozycji, później je nagraliśmy.

- dlaczego odszedłeś z PAT METHENY GROUP?

Nie wiem, właściwie z kilku powodów. To było 18 lat wspólnego grania. Mam rodzinę, siedmioletnią córkę i wyjazdy takie jak te z Coryell'em, trasy gdy nie ma cię w domu przez dwa tygodnie jest OK, w porządku. Natomiast trasy z PMG trwały rok. Wracałeś po trzech miesiącach do domu na 2 tygodnie, ponownie wyjeżdżałeś na 3 miesiące. Nie mogłem tego więcej robić, bo wracałem do domu, patrzyłem na rodzinę jak na nieznajomych i nie wiem czy to było zdrowe. Od strony muzycznej to było fajne, ale chciałem spróbować czegoś nowego.

- czy myślisz, że gdybyś nie grał z Pat'em Metheny'm to twoja kariera potoczyłaby się inaczej, a twoje umiejętności zostałyby dostrzeżone przez krytyków?

Trudno powiedzieć, bowiem to takie teoretyczne pytanie. Śmieszna sprawa jest z tym, że jestem znany z grania na talerzach i instrumentach perkusyjnych z Pat'em, uwielbiam to, ale w innych zespołach grałem normalnie na perkusji.

- pamiętasz zestaw swoich instrumentów na których grałeś na trasach z Pat'em?

Oooch, nie wiem. Były to talerze Paiste, dwa 22' flat rides z obydwu stron, crashes 18' 17' 16', myślę, że miałem 14' china splash, większość z nich to była linia Paiste signature oraz tradycyjne. To wszystko co pamiętam.

- czy pracowałeś z tą firmą nad modelem sygnowanym twoim imieniem i nazwiskiem?

Paiste nie wypuszcza signature models, ale pracowałem z nim dość intensywnie nad modelami "traditional". Faktycznie nazwa ta jest moja, wyszedłem z tą propozycją, pracuję teraz z nimi nad nowymi rzeczami. Zazwyczaj pytam ich czy mogą zrobić taki czy inny instrument. Nie produkują, jak wspomniałem, modeli autorskich z pewnych sobie znanych powodów, ale lubię Paiste i ich używam po prostu. Moim nazwiskiem są sygnowane pałeczki, pracuję nad nową rzeczą dla Promark itd.

- czy możesz nam opowiedzieć o swojej autorskiej muzyce? O ile pamiętam nagrałeś 3 płyty solowe...

Tak naprawdę było ich 14, bo liczę nie tylko projekty solowe, ale i płyty nagrane w zespołach. Pierwsza płyta, "The Yin And The Yout", wyszła w Europie w VeraBra Records. To było interesując doświadczenie, ponieważ zagrało na niej wielu muzyków i zawarłem na niej wiele różnych stylów. Słuchałem jej jakieś dwa miesiące temu po raz pierwszy od trzech lat i podoba mi się ta muzyka. Z PAUL WERTICO TRIO (z John'em Moulder'em na gitarze i Eric'iem Hochberg'iem na basie, gitarze i trąbce - dop. autora) nagraliśmy "Live In Warsaw" oraz "Dont' Be Scared Anymore" i będziemy nagrywać kolejną, gdy tylko wrócę do domu. Gram z tym zespołem wiele w Chicago i okolicach. Kolejna rzecz to UNION TRIO, nie wiem czy słyszałeś o tym, to projekt w którym prócz mnie grają Laurence Hobgood i basista Brian Torff , który grał z Georgiem Shearingiem, jest też płyta nagrana z drugim perkusistą - Gregg'iem Bendian'em, "Bang" zawierające spontaniczne kompozycje. EARWAX CONTROL - nie gramy dalej, ponieważ basista się wyprowadził, ale ze dwa tygodnie temu (przed rozmową) graliśmy u mnie w domu. To muzyka totalnie improwizowana i mamy z tego dużą zabawę. Używamy telewizji, odgłosów zabaw dziecięcych itd., to taka sztuka typu performance art. Myślę, że trochę wyprzedzamy czasy, ponieważ wiele takiej muzyki, nawet takiej jak robią np. MEDESKI, MARTIN & WOODS brzmi jak to co robiliśmy ze 20 lat temu (ze śmiechem).

- naprawdę? Chciałbyś to wydać?

Tak, chciałbym wydać to ponownie.
Dwóch gości, interesujący klawiszowiec Gordon James, który głównie gra w okolicach Chicago, a basista, który jest jednocześnie gitarzystą, skrzypkiem i trębaczem to Jeff Check, grał z Woody'm Herman'em, Benny'm Goodman'em, zespołami rockowymi, to interesująca osobowość. Ten zespół to taka "groźna" muzyka, wszystko może się zdarzyć i mamy z tego wiele uciechy. Zabawne, ale np. muzyka Pat'a Metheny'ego jest znana jako... nie wiem jak to ująć... złożona, ale melodyczna, a tutaj gram muzykę zupełnie różną, zwariowaną, totalnie nieprzewidywalną... Wracając do twojego pytania o znudzenie graniem w PMG - jeśli grasz przez całe życie jeden styl muzyki możesz stawać się coraz lepszym i nie być znudzonym, ale jeśli grasz różne rodzaje muzyki to one wnoszą coś własnego, specjalnego. Dlatego ja mam wiele swobody w całym moim muzycznym życiu.

- jak natknąłeś się na polski zespół SBB i jak to się stało, że zagraliście razem?

O, uwielbiam grać z nimi, ponownie był to projekt w którym uczestniczyłem w tworzeniu muzyki. Słyszałeś "Nastroje"? To świetna płyta. Moja żona, która jest też świetnym muzykiem, grała m.in. na trasie Secret Story Tour, płacze przy tej płycie! Drugi raz w życiu coś tak mocno wzbudziło w niej emocje. Mamy nadzieję, że ta znajomość z SBB będzie się rozwijać. Nie wiem czy jest to dalej możliwe biorąc pod uwagę klimat jaki mamy, wszystko jest takie zwariowane, ale chciałbym grać z nimi cały czas jeśli byłoby to możliwe. Poznałem się z nimi chyba podczas tournee z Patem. Spotkałem Anthymosa Apostolisa w klubie Akwarium, jammowaliśmy razem, rozmawialiśmy, on poprosił mnie wtedy o współpracę przy nagrywaniu jego płyty w Nowym Jorku. Piotrowski jest świetnym bębniarzem, nie chciałbym się z nim porównywać, ale wydaje mi się, że nie mógł z nimi grać dalej. Poprosili mnie o zagranie kilku koncertów w Niemczech, które były nagrywane i było ok.

- czy w prasie zagranicznej krytycy zwrócili uwagę na Twoje występy i nagrania z SBB? Mam na myśli fakt, że nazwisko takiego perkusisty jak ty mogłoby pomóc w dostrzeżeniu tej muzyki na Zachodzie?

Nie, bo płyta nie była dostępna na Zachodzie, poza Polską. Próbuję załatwić jakąś dystrybucję w Stanach. Pochodzę z Chicago, a to największe skupienie polskiej populacji poza Warszawą więc wydaje mi się, że ta płyta poradziłaby sobie świetnie. Może młodzi ludzie nie znają tego zespołu, ale na naszych koncertach było wielu młodych. Dzisiaj taksówkarz, który mnie wiózł z lotniska, gdy wspomniałem o SBB, powiedział: "ooo Apostolis, Józef Skrzek!" wiedział o tym zespole. W biznesie nie zawsze jest ważne jak dobrze grasz. Świetnie jeśli grasz dobrze, ale kto to słyszy? To jest właśnie ta sprawa z PMG - to była dla mnie świetna okazja by stać się znanym na całym świecie, ponieważ jest to grupa rozpoznawalna. Wracając do jednego z Twoich pytań - gdybym grał z jakimś innym zespołem to może zostałbym dostrzeżony, a być może nic w mojej karierze by się nie wydarzyło.

- czy słuchałeś wcześniejszych płyt SBB? Jak je oceniasz?

Brzmią świetnie, ale była to bardziej muzyka fusion w porównaniu z tym co graliśmy razem. W latach 70. był taki specyficzny okres gdy grało się z dużą energią, w tempie, wiele nut. Wszystko się zmienia i to co graliśmy teraz to szczera wersja tego co dzieje się na świece w naszym odczuciu. Mogę grać w takich szybkich tempach, ale nie jest to coś co przychodzi mi naturalnie. Piotrowski zna świetne patenty, porównałbym go do Billy'ego Cobham'a.

- jak odnajdujesz dzisiejszą muzykę, jak ona odzwierciedla czasy, w których żyjemy, mam na myśli wojnę w Iraku, terroryzm i inne rzeczy jakie się obecnie zdarzają?
Czy myślisz, że ludzie, w tym muzycy, odczuwają w związku z tym pewien niepokój i ma to odzwierciedlenie w muzyce?

Nie wiem... Dla większości muzyków myśli o wojnie są czymś straszliwym, ponieważ cała idea robienia muzyki to przynoszenie piękna i wielu z nich jest głęboko przez wojnę dotkniętych. Nie wiem co stanie się z muzyką, ponieważ ona zmienia się, odzwierciedlając to, co się dzieje. Przez ostatnie 10, 15 czy 20 lat muzyka jest w pewien sposób nudna, przynajmniej część z niej. Gdy coś dzieje się w świecie to muzyka staje się bardziej agresywna, mocniejsza, ponieważ są w niej większe emocje. Nie każdy w świecie jest bogaty i martwi się o kolejny obiad z homarów. W wielu wypadkach jest to z korzyścią dla muzyki, ludzie będą znów szczerzy.

Moja publiczność, która przychodzi na koncerty słyszy, że gdy gram z moim trio to jest to bardzo agresywna muzyka, nie jesteśmy grzeczni, wcale. Ludzie naprawdę szukają tego teraz. Wiele muzyki obecnie robi się, by położyć ludzi do spania, myślę, że jest czas, by ich obudzić. Ludzie znów zaczynają wyrażać głośno swoje opinie i to jest dobre. Gdy warunki stają się zbyt komfortowe, to robią oni krok do tyłu i troszczą się o siebie.

- twój oryginalny styl gry na perkusji przyniósł ci ze strony krytyków określenia jak "impresjonistyczny malarz", "niespokojny innowator" itd. Jak pracowałeś nad nim przez lata? Kto cię inspirował itd....

Wszyscy mieli na mnie wpływ, naprawdę. Miałem ulubionych perkusistów jak Roy Haynes, Ginger Baker, jest ich wielu, ale wszystko, co się wokół dzieje daje w efekcie ten styl. Nie jestem na tyle autentyczny, by odnaleźć się w określeniach perkusista jazzowy, rockowy, brazylijski itp. To po prostu ja interpretujący różne style. Te określenia, które wymieniłeś pochodzą jak myślę ze sposobu mojego grania, to kręgi w moich ruchach, ręka porusza się jak przy malowaniu. Podobnie brzmienia jakie próbuję wydobyć z blach są bardziej pastelowe, nie łoję, nie próbuję wydobywać brzydkich brzmień, próbuję malować muzykę. "Niespokojny innowator" wzięło się z tego, że w Chicago wielu ludzi zna mnie z tego co robiłem poza PAT METHENY GROUP. Znają mnie z projektów, o których istnienie inni mnie nawet nie podejrzewają, z EARWAX CONTROL, z grania be-bopu, stąd wzięło się przekonanie, że ciągle szukam czegoś nowego.

- co doradziłbyś młodym adeptom perkusji, którzy będą czytać ten wywiad? Trudno np. obecnie odnaleźć swój styl.

O tak, to tak jak z lekarzami. Jakieś 100 lat temu byłbyś po prostu lekarzem. Teraz stajesz się specjalistą w pewnych sprawach. Podobnie z muzyką, nie możesz już być przełomowym muzykiem, który np. nie gra regularnego beatu 4/4 na stopie. Jesteś znany z niewielkiego wkładu w historię. Dla młodego perkusisty studiowanie tego co już zostało zagrane jest bardzo ważne, także próbowanie nauczenia się dobrej techniki bycia muzykiem. Nie bójcie się być sobą, róbcie to co naturalnie wychodzi, nie próbujcie być kimś innym, kim nigdy nie będziecie. Gdy studiujecie granie innych ludzi, zrozumcie dlaczego ich lubicie lub czemu odnieśli sukces, ale potem zostawcie to w pewnym momencie i zobaczcie co siedzi w was. Jeśli chodzi o technikę to ważne jest by nauczyć się odpowiedniej, właściwej techniki gry na instrumencie, inaczej będziecie mieli do pokonania dłuższą drogę, a i tak w końcu wszystko sprowadzi was do techniki. To tak jak w karate, gdy się tego uczę z mistrzem świata po pewnej chwili czuję się, że nie mam koordynacji. Ale to zabiera czas. Rób to wolno, ale pamiętaj, że za każdym razem gdy to robisz stajesz się lepszy. Zabawne, że jesteśmy w tej samej klasie z ludźmi, którzy noszą brązowe pasy, starają się o czarne i pracują z nami wciąż nad podstawowymi technikami. Bowiem podstawy są bazą do tego co robisz później. Wiele razy, gdy jesteś młodym muzykiem nie chcesz uczyć się rudymentów, wolisz grać rock'n'rollowe beaty i umawiać się z dziewczynami. To fajne i powinniście to również robić, ale ja ciągle próbuję poprawić swoją technikę. Pracuję teraz nad swoim ciałem, dbam o siebie i to poprawia granie, ponieważ jesteś bardziej świadomy, nie jesteś zmęczony, wypalony i kondycja fizyczna daje ci siłę, by wykonywać wszystkie rzeczy. Jeśli jesteś młodym perkusistą poświęć czas, bądź cierpliwy i każdego dnia będziesz widział, że jesteś lepszy. Nie spiesz się do sławy, to wszystko.

Rozmawiał Piotr Nowicki

Artykuł pochodzi z czasopisma Gitara i Bas (4/2003)


Foto: Krzysztof Wierzbowski